świeci słońce, pogoda nam dopisuje. Zdejmuję bluzę, czując gorąco. Lekkie załopotanie, przecież nie powinnam tam być. Jednakże cieszę się, że się spotykamy. Zatrzymujemy się na ławce, przejechaliśmy spory kawałek, odpadam. On próbuje chwycić moją dłoń, odsuwam się jak sparzona. W myślach jestem tu z kim innym. Wstaję i znów ruszam w drogę. Mój towarzysz jakby zamyślony zostaję na chwilę w tyle. Potykam się i upadam.
Budzę się.
Rozpoczynam wtorek z myślą, że przyniesie więcej szczęścia niż wczorajszy dzień. Adrianno ! Kupmy bransoletki szczęścia, będziemy udawać, że są magiczne. Chodź wszystko jest pod przykrywką, gdzieś w środeczku cieszę się, piątkowy koncert na mnie czeka.